Władca

Legolas

GotLink.pl sala na wesele dąbrowa górnicza
Życzenia
Sennik OnLine
plus bramka
Kolędy

mógłbyś być szczęśliwy - mruknął Gimli. - Jesteś bądź co bądź leśnym elfem, a zresztą wszystkie elfy są dziwakami. Dodałeś mi jednak ducha. Gdzie ty idziesz, tam i ja pójdę. Ale trzymaj łuk w pogotowiu, a ja też wysunę nieco toporek zza pasa. Nie przeciw drzewom, nie! - dodał pospiesznie,

i rozejrzał uważnie, lecz nie dostrzegł żadnych znaków. Półka zwrócona była na południe i na wschód, lecz jedynie od wschodu otwierał się szerszy widok. Patrząc w tę stronę zobaczyli morze drzew zstępujących zwartymi szeregami ku równinie, z której tu przyszli. - Nadłożyliśmy sporo drogi - rzekł Legolas - a mogliśmy znaleźć

cieszy was? Chcielibyście pewnie dowiedzieć się, dokąd ich zabrano. Możliwe, że na ten temat miałbym coś do powiedzenia. Ale czemu stoimy wszyscy? Wasze zadanie wcale nie jest już takie pilne, jak wam się zdawało. Usiądźmy i pogawędźmy spokojnie. Odwrócił się i odszedł parę kroków, gdzie pod ścianą sterczącą nad półką leżało

z pęt ręce? - spytał Gimli. - Nie wiem, jak się to stało - odparł Aragorn. - Nie wiem też, dlaczego któryś z orków wyniósł hobbitów poza obozowisko. Bo na pewno nie zamierzał dopomóc im w ucieczce. Ale zaczynam teraz rozumieć pewną zagadkę, nad którą od początku łamałem sobie głowę: dlaczego

Gdyby nie był spętany, po cóż by przecinał powrozy? Zadowolony ze swej sztuczki usiadł i z całym spokojem pożywiał się sucharami! Gdybyśmy nie mieli innego dowodu, a mianowicie liścia mallornu, ten jeden wystarczyłby, żeby nie wątpić, że to był hobbit. Potem chyba przemienił swoje ramiona w skrzydła i śpiewając pofrunął

zerkając na drzewo, pod którym stali. - Po prostu na wypadek niespodzianego spotkania z tamtym staruchem wolę mieć pod ręką odpowiedź dla niego. No, chodźmy! I na tym kończąc rozmowę trzech wędrowców zapuściło się w las Fangornu. Legolas i Gimli zdali szukanie tropów na Aragorna. Strażnik jednak także niewiele mógł tutaj

rąk Legolasa, ramiona zwisły mu bezwładnie. - A ty, mości krasnoludzie, bądź łaskaw zdjąć rękę z trzonka topora, póki nie przyjdę do was. Obejdziemy się bez tak mocnych argumentów. Gimli wzdrygnął się i niemal skamieniał, wpatrzony w starca, który sadził po wielkich kamiennych stopniach ze zwinnością kozicy. Poprzednia ociężałość jakby z niego

widujemy tutaj takich gości. - Mówisz, jakbyś dobrze znał Fangorn - rzekł Aragorn. - Czy tak? - Dobrze go nie znam - odparł starzec - bo trzeba by życia kilku pokoleń, żeby zgłębić wszystkie jego tajemnice. Ale bywałem tu od czasu do czasu. - Czy zechcesz powiedzieć nam swoje imię, a potem resztę